Podobno krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego został dzisiaj przeniesiony do kaplicy w samym pałacu. Czy słusznie? Czy należało bronić tego krzyża? A może już dawno należało go przenieść? Powiem, że szczerze mówiąc nie wiem, co byłoby lepsze. Gorąco jestem z upamiętnieniem w tym miejscu w jakiejś formie tej największej tragedii Polski od czasów PRL. Jednak jak?
Wokół tego krzyża przed Pałacem narosło tyle emocji, waśni i sporów, że chyba nic nie zadowoli obydwu stron. Jedni przez drugich będą się obrzucać błotem i wykrzykiwać swoje racje. Nie ma tu niewinnej strony.
Co jednak jest w tej chwili naprawdę ważne? Ważne jest to, i zatrważające zarazem, że krzyż staje się niechciany, że wyrzuca się go w imię wolności religijnej, a tak naprawdę agresywnej propagandy ateizmu czerpiącej swoje wzorce ze Związku Radzieckiego. Nie mówię o krzyżu sprzed Pałacu, ale o tym w klasach czy innych miejscach publicznych. Rzekomy rozdział i laickość są de facto postawą mocno antyreligijną i nietolerancyjną. Dochodzi do sytuacji, że gejom będzie wolno wszystko, ale broń Boże chrześcijanom.
Co więc robić? Nie pozostaje nic innego, jak krzyża bronić. Nie jednak tego sprzed Pałacu, ale tego pod którym stała Maryja. Nie dać sobie wyrzucić go z serca, trwać pod nim wiernie, aż do końca. Wszak to krzyż Chrystusa, naszego Pana. Krzyż, na którym wszystko się nie kończy. Od niego przecież zaczyna się zmartwychwstanie.
Trochę dziwnie, w kontekście prima aprilisowego reportażu, brzmią słowa “Dochodzi do sytuacji, że gejom będzie wolno wszystko”, ale za to reportaż rewalacyjny. Powodzenia!