Osobiste

Uczyć czy nie uczyć?

Celem wszystkich szkół jest (…) nie tylko rozwijanie umysłów za pomocą nauki i umiejętności, lecz przede wszystkim uszlachetnienie serc i dusz.

Stanisław Konarski, Mowa o kształtowaniu człowieka uczciwego i dobrego obywatela

Słuchałem dzisiaj w radio interesującej audycji nt. edukacji w Polsce. Osoba zaproszona do studio (niestety nie pomnę nazwiska) stwierdziła, że poziom wykształcenia polskiej młodzieży jest co roku 10% niższy. Fakt, który jest powszechnie znany, szczególnie wśród nauczycieli. Uczniowie uczą się coraz słabiej, coraz trudniej kojarzą fakty, itd.

Osobiście zauważam też takie problemy (na podstawie własnych obserwacji, rozmów z nauczycielami) jak brak zainteresowania czymkolwiek (np. hobby), który staje się coraz bardziej powszechny, poziom wymagań zdecydowanie poniżej poziomu teoretycznych możliwości (tzn. “ja w ich wieku uczyłem się tego dużo wcześniej”) oraz “bigos edukacyjny” polegający na zarzucaniu ucznia treściami bez ich usystematyzowania.

Gdzie indziej natomiast usłyszałem o tym, że nie warto się uczyć. W szkole uczą złego systemu i należy go, mówiąc kolokwialnie, olać. W zamian proponuje się de facto i tak pewien system nauki, tyle że moim zdaniem dużo słabszy, nie profesjonalny, nie wszechstronny. Bo pytanie po co biologia, chemia, fizyka, geografia, polski, itp. z sugerowaną odpowiedzią, że po nic, jest moim zdaniem błędne. Umysł, żeby się rozwijać potrzebuje wszechstronnych bodźców. Potrzebuje nauczyć się myślenia, kojarzenia faktów, analizy, itp. To jest kształtowanie umiejętności, narzędzi do pracy. Oczywiście mylne jest podejście typu “pójdę na do gastronomika i będę kucharzem”. Nie koniecznie będzie kucharzem, to jest jedynie narzędzie. Podobnie ze studiami. To wszystko są narzędzia, które należy wykorzystywać. Tu więc tkwi problem systemu. System edukacji ma dawać narzędzia i uczyć po co są te narzędzia. Tego nie robi. Niestety też daje coraz słabsze narzędzia. Kiedyś uczyło się, żeby umieć myśleć, mieć wiedzę, dziś żeby zdać egzamin uczy się pod klucz. “Za moich czasów” materiału było więcej, ale był sensownie poukładany i jak się zdobywało kolejne klocki to dopiero uczyło się, jak się one ze sobą łączą, jak je wykorzystać. Dzisiaj chcą łączyć klocki nie mając klocków.

Szkole także brakuje idei. Po co się uczyć? Dla egzaminu gimnazjalnego? Dla matury? To nie są prawdziwe cele! Szkoła (nauczyciele?) często za mało pokazują, że to co dziś się zdobywa ma służyć czemuś więcej. Egzamin trzeba się nauczyć pisać pod klucz, więc większość czasu i energii kładzie się na to, żeby uczeń potrafił trafiać w klucz. Trochę to ograniczające, nieprawdaż? Konarski natomiast wskazuje na coś więcej, na to mianowicie, aby szkoła uszlachetniała serca i dusze. A tego brakuje, brakuje w szkole ducha. Przed wojną zdaje się, że tym duchem był patriotyzm. Niestety dziś go brakuje.

Jest źle w polskiej szkole. Czy będzie lepiej?

About the author

Ioannes Oculus

Passionate book lover addicted to fantasy, interested in astronomy, family history, technology, social media and foreign languages. Currently working in IT company.

1 Comment

  • Nie będzie! Nie będzie, bo idziemy droga zachodu, nie wyciagamy żadnych wniosków. Nie, nie chodzi o to, ze było idealnie i nic nie należalo zmieniać, tyle, że zmieniono nie to co trzeba. Ale zmieniono to czego potrzebowały nowe elity. I nie chodzi tylko o Polskę. Kiedyś dawno temu, kiedy wprowadzano powszechne szkolnictwo, to ówczesne elity arystokratyczno-ziemiańskie uznały, ze jeżeli mają podzielić się władzą z plebsem, to należy ten plebs przygotować do udziału w życiu publicznym. Edukacja miała być metoda podnoszenia poziomu. Z jednej strony dania minimum wiedzy, by dany osobnik mógł funkcjonować w zmieniającym się społeczeństwie i wyławianiu zdolniejszych, którzy mieli stać się elitą obywatelska obok starej elity. Tak wiem to uproszenie. Dzisiaj edukacja ma hodować konsumentów. Ludzi bezkrytycznych otwartych na jeden rodzaj doznań i impregnowanych na inne. Tak by nie kwestionowali władzy nowej oligarchii, ubranej w szaty demokracji. Demokracji sprowadzonej do pseudowyboru i badań opinii publicznej, pseudoliberalizmu, gdzie miejsce wolnego rynku zajmuje wielki oligopol, i pseudowolności, która zostaje opatrzona coraz wiekszą ilością ‘ale’. Wszystko w imię coraz dalej idącej kontroli. I wcale nie wiem, czy celując w polityków na pewno wskazujemy właściwych winowajców. Nie wiem czy i oni nie sa tylko figurantami.
    To dlatego redukuje się programy, deprecjonuje zawód nauczyciela, zaczyna deprecjonować się i ośmieszać naukę. Tworzy idiotyczne programy nauczania, w których wszystko stoi na głowie.

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.